Życie ludzkie jest jak piłka nożna. Frustruje i fascynuje. Z tą różnicą, że życie jest ludzkie a piłka jest nożna.
Kategorie: Wszystkie | piłka nożna | Życie
RSS

piłka nożna

środa, 20 listopada 2013

Myślałem o jakiejś normalnej skali, ale jak zobaczyłem skład reprezentacji z kilkoma nazwiskami któych nawet w "Wygraj Ligę" bym nie powołał, to jednak zdecydowałem się na skalę 1-7.

Szczesny - ? Można by zwyczajem katowickiego Sportu który czytałem za młodu (lata 80-te) przyznać mu notę uśrednioną w skali całego zespołu, ale to byłoby niesprawiedliwe. Wojtek wyglądał pewnie, kilka farfocli lecących w jego stronę pewnie wyłapał, w jego wypadku ograniczmy się do stwierdzenia, że mecz zaliczył i nie zawalił.

Marciniak -2,5. Kojarzy mi się z kapitalną piosenką Jurka Porębskiego

"Nie wiem skąd się wziął, bo nawet worka nie miał z sobą,

No nie wiem skąd się wziął, tak niepozorną był osobą"

W dodatku długimi okresami bywal gdzie indziej.W ofensywie nie istniał. W defensywie dzięki Bogu również, ale to raczej wina niemrych ajriszów, niż jego talentów destrukcyjnych. Piosenka Porębskiego kończy się w sumie nieźle, jak sądze - znacznie lepiej od kariery reprezentacyjnej Marciniaka. 2,5.

Kowalczyk - Był jak pociąg składu osobowego linii Przewozy Regionalne na trasie Rzeszow-Tarnów. Spóźniony w każdej akcji. Był jak kabanos firmy Tarczyński. Napakowany. Czyli w sumie odnośniki niezłe, ale mecz reprezentacji to nie jest miejsce, w którym należałoby się akurat tymi cnotami chwalić. 2,5.

Szukała - A ja w niego wierzę. Tyka całkiem sprawna jak na swoje sześćdziesiąt metrów wzrostu. Argument w polu karnym przeciwnika. No i jak sobie pomyślę, że alternatywą dla niego ma być Jędrzejak lub Kamiński, to okazuje się, że jestem fanem umiejscowienia Szukały w pierwszej jedynastce niemal fanatycznym. Rywal nie pozwolił się wykaż (może to i lepiej?).3.

Celeban - WIdać, że mu się chce i widać, że ma argumenty do grania na boku obrony w postaci kości z tytanu i mięśni z Wolframu - a pokonać go można tylko posiadając pierścień włądzy, lub kawałek kryptonitu. Tyle plusy. Minusy - kompletnie nie czyta gry (w pierwszej połowie kilka razy złapałem go na akcji gdy skrzydłowy ściągał na siebie dwóch obrońców niemal zapraszając Celebana do zejścia w środek celem ostatecznego upodlenia bramkarza, co Piotr kwitował niepewnymi pdoskokami przy linii autu, bez podpięcia się pod akcję z jakiejkolwiek strony). Aha, pamiętam gościa jako świetnie grającego głową. Więc co przy dośrodkowaniach robił na 16 metrze? Nie wiem czy to wina Celebana, czy Nawałki, ale był to błąd. 3.

Mączyński - Kolejny tajemniczy jegomość. Początek meczu - fatalny. Razem z Pazdanem oddali za darmo 40 metr. Raził nieskutecznością podań, w ataku zupełnie nieobecny. Ale pod koniec 1 połowy pokazał kilka nieźle pomyślanych krosów i kilkudziesięciometrowych podań prostopadłych. Szału nie było - podania były często minimalnie nie w tempo, ale sam fakt, że Polakowi z Polski przyszło do głowy tak zagrać sprawia, że zacząłem przypatrywać się temu zawodnikowi ciut dokładniej. 3,5.

Pazdan - Lubię zawodników, którzy zakłądają pod getry heble i ze słowami "Avanti" idą na sianokosy. Ale do Pazdana sie chyba nie przekonam. Brutalne i bezsensowne faule. Kompletny brak pomysłu na grę do przodu, żenująca niechlujność w grze do tyłu. Sztuką w tak słąbym meczu jest wyróżnić się na minus - on podołał. 1.

Błąszczykowski - przez sporą część spotkania najlepszy defensywny pomocnik biało-czerwonych. Tyrałw obronie aż miło i jako pierwszy zorientował się, że Mączyński z Pazdanem są właśnie na grzybach. Brakowało go trochę w ofensywie, ale jak dla mnie to kolejny przyzwoity występ kapitana. 4,5.

Sobota - Gdzie się podziały niegdysiejsze śniegi?Jescze wiosną Sobota zdawał się być nieszablonowym skrzydłowym o mocy 300 ogarów mechanicznych. Ogary jednak poszły w las, a na boisku pozostał Waldemar, który któryś mecz z kolei jedzie na reputacji. A jaka reputacja, taka jazda. 2.

Ćwielong - Beznadziejny w pierwszej połowie, ożywił się znacznie po zejsciu z boiska Lewandowskiego. STarał się strzelać (kiepsko), starał sie kiwać (jeszcze gorzej), ale całość wyszła zaskakująco dobrze, czyli przeciętnie. 3.

Lewandowski - i znowu w życiu mi nie wyszło. Nożesz kurde, na poczatku spotkania ta akcja gdy Błąszczykowski centrował ze spalonego, a on nie trafił nawet w piłkę - w BVB strzeliłby z tego gola, kiwając obronę dwoma szpagatami, saltem i śrubą. 2.

Jodłowiec - Koniec świata, ale musze pochwalić Jodłowca... NIe będę wnikał w szczegóły, czuję się tak, jak wtedy, gdy po raz pierwszy pochwaliłem Glika. Drzewa to też istoty boskie! 4.

Teodorczyk - oceny nie będzie, ale gdy wszedł na boisko uśmiercając ofensywny schemat nr 1,2,3 i 4, czyli "kopiemy w stronę Roberta i jakoś to będzie", to nagle ta gra zaczęła jakoś wyglądać.

nawałka - Nie widać Adamowego piętna na drużynie, ale jeszcze nie oczekuję, ze będzie widać. Czekam. Paru rzeczy (np Celebana bez szans na główkę, Marciniaka i Soboty w ogóle) nie rozumiem, ale obiecuję jeszcze przez jakiś czas się nie czepiać.

środa, 16 października 2013

No i wyszło, że taka ze mnie wróżka, jak z Fornalika selekcjoner.

Mecz w naszym wykonaniu był zły - na tle naprawdę bardzo dobrego rywala (kurde, dawno nie widziałem tak łądnie grających Anglików - szybka gierka, klepa, jadowite skrzydła - aż chciałoby się mieć na imię James, mieć żonę imigrantkę i mieszkać od dziada pradziada na przedmieściach Birmingham lub innego Crystal Palace) wyglądaliśmy mdło, a to, że stworzyliśmy ileś tych sytuacji zwalić trzeba na karb jedynego słabego punktu, czyli angielskiej obrony. Kiedy angielscy skrzydłowi asekurowali obrońców (wielkie brawa), to nasi nie potrafili doklepać piłki do połowy, dopiero gdy w jakiejś kontrze (które - za wyjątkiem tej, po której sytuację sam na sam zmarnował Robert - wyglądały bardzo pokracznie i przypadkowo) wychodziliśmy na czysty blok obronny, to bywało groźnie. Skala 1-10.

Szczęsny - 8. Świetny mecz. Mógłby popracować nad wykopami (znacznie lepiej szło mu wyprowadzanie piłki ręką), ale biorąc pod uwagę różnice klas w środku pola, to i tak nie sądzę by doręczanie piłek wykopem za pośrednictwem niemieckiej poczty pozwoliłoby naszym rozgrywającym na zmontowanie czegoś więcej. Efektowny i efektywny.

Celeban - 2. To co się rzucało najbardziej w oczy, to jego nieśmiałość. Każda próba podpięcia się pod atak poprzedzona była spojrzeniem w stronę Błaszczykowskiego i  postawą zawierającą pytanie: "Piroszę pana, mogę pobiegnąć?". Liczyłem, że pokaże dobrą grę głową - nie pokazał. Innych rzeczy również. Beznadziejny tak w bronie, jak i na połowie rywala.

Jędrzejczyk - 3. Kapitalny poczatek spotkania, a potem była już tylko trwoga. Szkoda, ze nie mógł pobiegać na prawej stronie.

Glik - 4. Mimo wszystko. Jako jedyny starał się porządkować naszą defensywę w czas chaosu. Czyli przez cały mecz. Niemniej nie odmówił sobie radości zagrania klasycznego Glika w 88 minucie - sugerowałbym mu nawet okresową zmianę nazwiska na U(przez U umlaut)nglik. ...alez on ma plastyczne nazwisko!

Wojtkowiak - 2. Komentatorzy podkreślają, że skupił sie na grze obronnej i zagrał znacznie lepiej niż z Ukrainą. ...?Do ataku biegał jakby miał w sobie nie-duracelle i w dodatku o połowę mniej niż ten królik z reklamy. W obronie był zagubiony jak Macelo Mastroiani w Mieście Kobiet. Gdy wybijał piłkę z pola karnego, to z prawdopodobiueństwem graniczącym z pewnością można było obstawiać, że trafi ona do angola kwitnącego na 35 metrze od bramki. Poza tym z wrodzoną złośliwością odnotowałem 2 zagrania "jebłem się w obliczeniach" w obronie i jedno -  w ataku. @ dałem tylko dlatego, że to poważna skala, a...

Mariusz Lewandowski - 1. ...a prawdziwe dno zaprezentował ten pan. Już wiem co było inspiracją dla zespołu Deff Leppard piszącego tekst do piosenki "Two steps behind you" - taka niezbyt udana, rzewna ballada. Podobnie jak Mariusz - kiepski, rzewny, melancholijny, dwa kroki za każdą akcją i tylko nie wiadomo czy gluchy i czy leppard.

Krychowiak - 4. Choć z nim mam akurat największa zagwozdkę. Bo charował jak wół, chyba najbardziej z drużyny. Bo robił te dwa kroki, których brakowało Lewandowskiemu. Bo miał kilka udanych zagrań. Ale jednocześnie popełnił taką masę klopsów, że aż chciałoby się go wykopać z boiska. Wczoraj obwieszczono tryumfalnie "w końcu brak farbowanych lisów w kadrze!", a ja dziś wołam "Zadzwońcie po Polańskiego! Tylko Ojgena - Roman niech siedzi gdzie siedział i pyta o wiek swoje partnerki seksualne".

Błaszczykowski - 4. Bardzo słaby mecz Kuby. Cenię w tym graczu inteligencję, ale w tym spotkaniu ewidentnie jej brakowało. Może to brak wsparcie od Celebana, moze obniżka formy, ale jego akcje nie miały tradycyjnego ognia, zaś współpraca z Lewandowskim zakrawała momentami na sabotaż.

Sobota - 3. Kolejny bardzo słaby mecz Waldka. Czy tylko ja zauważyłem, że gość BAŁ się pojedynków? W sytuacjach w których jeszcze poł roku temu pognałby na złamanie karku i raz na trzy proby by mu się udału, wczoraj stawał i ... no właściwie po prostu stawał i czekał, aż angielscy dżentelmeni zabiorą mu piłkę. No to zabierali.

Mierzejewski - 6. Dobry mecz ADriana. AKtywny w środku pola, szukał nietypowych rozwiązań, ale i Robert i Kuba (o Sobocie nie wspominając) kompletnie nie nadążali za jego rozegraniem. Po jego zejściu, opuściliśmy pole karnych anglików na dobre.

Lewandowski - 3. Bez komentarza. Dwie spartolone sytuacje bramkowe, brak współpracy ze skrzydłami, dryblingi kończone niemal zaraz po rozpoczęciu (oprócz dwóch rajdów w pierwszej połowie), cieniutkie próby z dystansu - po dobrym meczu z Ukrainą, wielkie rozczarowanie.

Klich - 5. Ładnie wszedł w mecz. Dużo więcej jakości wniósł niż Lewandowski, któego zmienił.

Peszko - 4. To cień Peszki sprzed lat, ale mimo wszystko lepiej ukłądał grę niż Sobota.

Zieliński - 3. Bez sensu zmiana, Piotr nie ma w tej chwili formy na takiego rywala.

Fornalik - ... Mam nadzieję, że to był ostatni mecz Waldemara deKinga na stolcu selekcjonerskim. Niech wraca do Ruchu i nie chrzani farmazonów, że gra była znacznie lepsza niż wynik. Była znacznie gorsza. Gdyby nie Szczęsny, to nawet z bagażem czterech bramek nie moglibyśmy narzekać na zbyt srogi wyrok.

wtorek, 15 października 2013

Wydaje mi się, że skoro to mecz o pietruszkę, to za chwilę kilku naszych rozegra mecz życia, zaś Fornalik wykaże się trenerskim nosem i taktycznym geniuszem. Oceny pewno wystawię jutro, ale stawiam 3-1 dla Polski;)

***

Oho, w studio wypowiadają się właśnie najwięksi ekspersi od nieprzestraszenia się Anglików:) Mam nadzieję że nie zaczną naszym doradzać jak sobie radzić ze stresem. Brakuje mi wśród komentatorów Wójcika (z Łapińskim i Wałdochem, na szpicy - reszta zawodników obarczona zadaniami defensywnymi nie przekracza linii szesnastego metra)

***

No dobra, pomyliłem się. Nikt nie rozgrywa meczu życiu. Dobrze gra Szczęsny, na plusie są jeszcze Glik i Mierzejewski. Reszta... reszta nie jest na plusie, choć niektórzy mają debet wielkości zadłużenia Japonii.

***

No. Jutro oceny. Glik spadł z plusa, Szczsny ciągle wielki.

niedziela, 13 października 2013

Kurcze, jak ja lubię takie mecze - takie, czyli te które dla niezaangażowanego emocjonalnie obserwatora byłyby ledwo zwykłą kopanina (bo poziom sportowy byl taki sobie), a mnie rozpalają z każdą kością, która oderwała się od człowieka zasadniczego i wylądowała w trybunach, czyniąc - jak sądzę - spore spustoszenie. Szkoda tym bardziej że przerżnęliśmy.

Na Ukrainę jadę za 2 tygodnie z koncertami, więc postaram się trochę poodgryzać za ten mecz. A że mecz był powazny, to i skala będzie 1-10.

Boruc - 7. Dlatego, że ani razu nie miał okazji pokazać kunsztu, a przy bramce nie miał najmniejszych szans. Ale każdy kto widział mecz, to odczuł pulsujące na naszym polu karnym poczucie zajebistości i zdolności wyciągnięcia wszystkiego co będzie przelatywało w okolicy. Miło cię widzieć w takiej kondycji Artur!

Jędrzejczyk - 6. To był dobry mecz dla Arturów. Momentami zdawało się, że Jędrzejczyk tym spotkaniem podjął próbę zmierzenia się z legendą jedynego meczu Grzegorza Bronowickiego. Tego na który Grzegorz wpuścił swojego kuzyna-bliźniaka z kosmosu, w pancernych butach +4 do krycia i magicznych spodenkach +3 do dryblingu. Arturowi na początku ciut szwankowała współpraca z Błaszczykowskim (Ukraińcy po jego stronie gotowali chaos, z którego wytrącały się dośrodkowania), ale nie bez znaczenia był fakt, że na samym początku spotkania zastosował chwyt a'la Franco Baresi - sfaulował rywala dyskretnie, ale tak, że ten w sposób widoczny żywił do niego respekt z nutą szacunku. generalnie - to był bardzo dobry mecz.

Szukała - 5. To irracjonalne, że tego pana bałem się najbardziej. A zagrał przyzwoite zawody - choć trochę drżałem po jego faulach na 30 metrze. Ale nie każdy z tych fauli był głupi, więc ok.

Wojtkowiak - 3. To irracjonalne, że nie jego bałem się najbardziej. Każdy widział - najbardziej przegranym Polakiem po tej akcji może czuć się Wawrzyniak, gdyż przegrany jest w trójnasób: bo przerżnęlismy eliminacje, bo nie zagrał, choć spokojnie mógł zagrać, no a przede wszystkim to wawrzyniak dalej będzie Jakubem "Aeśeyebaem" Wawrzyniakiem, podczas gdy Wojtkowiakowi trudno będzie przypiąć równie seksowny medialnie przydomek. Poza tym słabszy w ataku od Jędrzejczyka.

Glik - 6. Glik przechodzi bardzo podobną drogę, co Mariusz Lewandowski: od drewniaka który rosnie sobie nie wadząc nikomu ( a jesli już komuś wadząc, to najbardziej swojej drużynie) do kogoś na kształt lidera formacji i jednej z najważniejszych twarzy repry. Mecz bez większych wpadek, szkoda, że nie wpadło to co wpaść mogło.

M. Lewandowski - 6. Powrót lepszy niż mogło się wydawać. Z psychologicznego punktu widzenia to on z Jędrzejczykiem dali Ukraińcom sygnał, że dobre skończyło się w Warszawie i tutaj nie będzie głaskania się po jajkach, tylko prawdziwy wyręb lasu. Gdzieś koło 5 minuty Lewandowski tak wszedł w (nie powstrzymam się, wiem że to niskich lotów) rywala, że moje łękotki same z siebie, na ochotnika opuśćiły torebki stawowe. W tym momencie współczułem Ukrainie bardziej niż po seansie "Ogniem i Mieczem".

Krychowiak - 5. Razem z Lewandowskim przez znaczną część 1 połowy rządził i dzielił środkiem pola. Ocena niższa, gdyż Mariusz rządził i dzielił bardziej, dokładniej i w ogole jakoś tak dojrzalej.

Sobota - 4. Siał wiatr, ale niewiele burzy zebrał. Szkoda tej akcji z poczatku, co ją zmaścił właściwie nie wiadomo dlaczego.

Błaszczykowski - 6. Od 15 do 45 minuty miałem wrażenie, że cała nasza ofensywa to Kuba i Robert. Wiele z ich dryblingów wyglądała na szalone w zamyśle, ale się udawały. Trochę brakowało mi go w asekuracji Jędrzejczyka, ale ty był niezły mecz Kuby.

Klich - 3. Zero pożytku w ataku, robotę którą miał do wykonania odwalał za niego Lewandowski. Po jego głupie stracie poszła kontra, którą po błędzie Grzegorza "Jebłemsięwobliczeniach" Wojtkowiaka na gola zamienił Jermolenko. Bezproduktywny, to dobre słowo.

Lewandowski - 8. Nie jestem jakimś wielkim fanem Lewandowskiego, ale gość toczył bój wręcz heroiczny. Sposób w jaki walczył o pilkę, jego pazerność na sytuacje - Carlos Tevez w najlepszych czasach. Szkoda że przysępił się na tego wolnego, ale w przekroju całego spotkania  absolutny MVP.

Peszko - 4. Słabiutki. Owszem, wywalczył wolnego z dwudziestu metrów, zmaścił sytuację bramkową (chyba najlepszą), ale to nie był nawet cień tego Peszki, który szalał po skrzydłach jeszcze kilka lat temu.

Mierzejewski - 4. Ja wiem, że wszedł w czasie, gdy na lawce trenerskiej rozgościł się duowirat Chaosu i Rozpaczy, ale nie pokazał nic, co mogłoby podważać pominięcie go w pierwszej jedenastce.

Fornalik - 4. Teoretycznie wszystko było ok. Taktyka dopasowana do rywala i do pierwszego głupiego błedu sprawdzała się. zmiany na tych pozycjach co trzeba i w czasie, w którym mogły faktycznie przyczynić się do polepszenia gry. Tylko że cała pozorna siła Polski w 1 połowie to była heroiczna szarpanina Błaszczykowskiego i (przede wszystkim) Lewandowskiego. Zupełny brak wykorzystania pozostałych graczy świadczy o tym, że chyba schematy gry z nimi nie stanowiły alternatywy na tyle satysfakcjonującej, żeby z niej skorzystać. Poza tym desygnowanie do gry Mariusza Lewandowskiego i Peszki to gest rozpaczy typu "stawiam wszystko co mam na 13" - i co z tego, że Lewandowski wypalił? Trener tym ruchem pokazał, że rok jego pracy nie miał żadnego sensu.

środa, 11 września 2013

Skala ... mecz był trochę absurdalny, więc skala też będzie. Skala 2,4 - 8,75.

1. Boruc - 5,575. Bo jest w środku pomiędzy krawędziami skali.

2. Celeban - 4. Gdyby to był mecz z przeciętną drużyną zawodową, to byłoby dwa stopnie wyżej. Gdyby to był mecz z dobrą drużyną zawodową, to byłoby trzy stopnie wyżej. W meczu z San Marino nienaganna gra w obronie i nie angażowanie się w grę ofensywną to jest nie jest niestety zbyt wiele.

Jędrzejczyk - 4. Ja nie chcę rozstrzygać, kto dokładnie zawalił przy bramce. Wiem tyle, że przy ...hm synmpatycznym sanmarynańczyku nie było nikogo. Tak w obrębie kilometra. Gdyby to był środek dnia i pustynia i gdyby ów sympatyczny księgowy postanowil o własnych siłąch doczłapać do najbliższego Polaka celem poproszenia o zwilżenie ust i gardła, to padłby z pragnienia w połowie drogi, ale jego doczesne szczątki byłyby bezpieczne, gdyż żaden sęp na taką odległość by nie doleciał.

Salamon - 3,81. Niższa ocena dlatego, że Jędrzejczyka nie było przy bramkowej akcji, ale w kilku innych się pokazał. Przy czym mówiąc "pokazał się" mam na myśli literalne brzmienie tego zwrotu, a nie metaforę do "dał popis swych nieprzeciętnych możłiwości". Bartosz po gwizdku sędziego zszedł do swojej ziemianki i nie pokazał się do końca meczu. Na miejscu jego krewnych sprawdziłbym, czy czasem ciągle w niej nie siedzi.

Boenisch - ...4. Ja wiem, ze drewno, ale przynajmniej biegał do tego ataku. No i żonę ma ładną, nie stać nas na rezygnowanie z Sebastiana w kadrze.

Krychowiak - 5. Bardzo widoczny w pierwszej połowie. Żona spytała "Co to za Hannibal Lecter?". W drugiej mniej, bo poszła usypiać syna, przez co nikt nie rozpraszał mnie w chłonięciu spektaklu uwagami o nietypowych częściach garderoby. Mały plusik za to, że przy golu dla rywali on był najbliżej strzelca bramki.

Klich - 5,575. Chwalą go za ten mecz. nie wiem czy słusznie. Jak dla mnie - pokazał niewiele.

Sobota - 4,5. Komentator stwerdził "W końcu bramka po soczystym uderzeniu!". Uderzenie Soboty nie było soczyste. To był taki szczurzy farfocel, który wpadł, gdyż statystyka wskazuje, ze raz na jakiś czas takie ziemniaki wpadają. Poza tym Waldemar czytał moją poprzednią notkę, jestem o tym przekonany, i wziął sobie do serca fragment w którym pisałem, ze za piękną grę z takim rywalem będzie można uznać sytuację w której zawodnicy będą biegać szpagatami i podawać sobie przewrotką. Myślę że ponad połowa jego podań wykonywana była piętką, możemy wręcz mówić o syndromie Achillesa. Tyle że ja żartowałem z tymi szpagatmi, poważnie.

Zieliński - 6. Bez łaski i z ręką na sercu. PIękna bramka numer dwa, kilka ciekawych zagrań. Szkoda że nie miał w sobie tyle zimnej krwi w poprzednim meczu.

Błąszczykowski - 6,5. Mimo wszystko to on był MVP. Klasa której nie przyćmiła nawet marność rywala.

Brożek - 2. Ja wiem, że wychodze poza skalę, ale Paweł tym meczem zbłaźnił się. Bardzo. Zagrał na poziomie Legendarno-kultowego Piotra Włodarczyka, czy nawet wczesnego Bartosza Ślusarskiego.

Robak - 3,5. Ponoć zastąpił Brożka. Minus ta- schował się gdzieś na boisku. Plus - Brożek schował się na ławie.

Wszołek - ?. A po ch... brać gościa, skoro widac, że na codzień klepie w klubie suche bułki? Bez sensu powołanie.

Mierzejewski - ?. Strzelił gola. Jak widać na powtórkach - trudno nie było.

Fornalik - 9. Za profesjonalizm, którego przejawem był wyraz twarzy po golu strzelonym przez rywali. On się naprawde przestraszył. Przyznam, że i mną wtedy wstrząsnęła obawa. Tylko wielcy artyści w wielkich dziełach potrafią tak dyrygować ludzkimi emocjaim - i patrząc przez taki pryzmat, był to wybitny pokaz waldemarowego a(u)rtyzmu

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
O autorze
Tagi